Święta i po świętach.
Powrót do rzeczywistości i ogarnianie spraw codziennych. Życie szkolne i zawodowe. Chwile spędzone z bliskimi po całodziennej gonitwie.
I taka myśl mnie naszła odnośnie tego życia. Mam wrażenie że coraz bardziej żyjemy on-line. Wszelkie bodźce dostarczane są wraz z kolejnymi filmikami, które pojawiają się na ekranach.
Życie nie składa się z ilości lajków zebranych w sieci. Suchy SMS nie zastąpi rozmowy i nie zbuduje relacji z dziećmi. Brak zainteresowania drugą osobą spowoduje, że będziecie mieć do siebie coraz dalej.
W pracy komputer. W domu komputer. Przy spotkaniach towarzyskich również tablet / smartfon.
Nie tędy droga.
Zatem do dzieła. Wyloguj się z sieci. Żyj. Czuj, Smakuj. Dotykaj. Wąchaj. Obserwuj. Nie skupiaj się tylko na przewijaniu kolejnych migających obrazków.
Doświadczaj. Rozmawiaj. Wymieniaj doświadczenia na żywo - wtedy przynajmniej aktywne są emocje i odpowiedź na nie od drugiego człowieka. Takie prawdziwe. Bez koloryzowania, bez fałszu. Bo będąc jedynie po drugiej stronie ekranu można napisać wszystko. Przedstawić się w dowolnym kolorowym świetle. Bez wad, skaz, słabości.
Skrollując telefon nabawimy się jedynie problemów z kręgosłupem a żadna wartościowa relacja na dłuższą metę nie zagości w naszym życiu
Zmarszczki mimiczne pogłębią się od nieustannego wgapiania się z zaciśniętymi ustami w monitor.
Skóra stanie się ziemista, blada i matowa bo światło słoneczne zastąpione jest przez sztuczne światło pomieszczeń (raczej wątpliwe jest to że ktoś wędruje po internecie na łonie natury)
Każdy ma inne doświadczenia - to oczywiste. I dużo osób broni relacji internetowych, czasu spędzanego w sieci. I każdy ma do tego prawo - to również jest oczywiste. Ale każdy ma także prawo do krytyki niepoprawnych zachowań.
Może to co pisze tym razem jest kontrowersyjne, ale zauważyłam że im coś jest bardziej kontrowersyjne tym lepiej. Tym jest bardziej popularne i przyciągające uwagę
Nie wiem czy mi się to podoba.
Nie żyj on line - żyj naprawdę.




